Turniej tenisa stołowego chłopców

Nasza zacna Szkoła kończy w tym roku 100 lat. Wiele zmieniło się w tym czasie, to oczywiste. Jako prawie 30 – letni jej  nauczyciel, wiem coś na ten temat. Sam okres ostatnich pięciu lat budzi pozytywny zawrót głowy. Wystrój i wyposażenie wnętrza Szkoły, zwłaszcza nowe III piętro,  na zewnątrz hala sportowa w budowie. Natomiast nieprzerwanie stała wydaje mi się pasja młodzieży (głownie męskiej części) do uprawiania sportu. Organizowane w tym roku turnieje są inspirowane i współorganizowane przez młodzież! Mamy za sobą super turniej w unihokeja, rozgrywki w piłce siatkowej są na finiszu, rozpoczął się turniej piłki nożnej z udziałem drużyn z LO Batorego i LO Sobieskiego. Za każdym razem wielki udział w organizacji zawodów i ich przeprowadzeniu mają uczniowie! Prym tutaj wiodą chłopcy z klasy III E, podopieczni Pani prof. Bohater. Można więc z całą pewnością powiedzieć, że to tacy nasi mali bohaterowie. Poza tym biorą oni czynny udział w każdej możliwej rywalizacji i to z sukcesami! Nie inaczej było w niedawno zakończonym turnieju tenisa stołowego. Uczniowie z III E zajęli kolejno drugie, trzecie i czwarte miejsce. Pewnie każdy byłby o stopień wyżej, ale chłopcy  wpadli na pomysł, żeby zagrał autor niniejszego tekstu. Na eliminacje przyszło bowiem 27 zawodników, a więc nie do pary. No to zagrałem. Nie liczyłem na wygraną, zwłaszcza, jak zobaczyłem jak poważnie niektórzy podchodzą do sprawy. Na przykład Mateusz „Karpiu” Karpiński wydał trzymiesięczne kieszonkowe na zakup nowej rakiety „samograjki” i każdą przerwę poświęcił na trening. Wielu innych czyniło podobnie. Naprawdę strach było się bać.
Eliminacje graliśmy „systemem szwajcarskim” (druga kolejna porażka eliminuje z turnieju). Gdy w rywalizacji pozostało 16 zawodników przeszliśmy do „systemu pucharowego”,  a więc żadnych bonusów za wcześniejsze osiągnięcia. Na „Karpia” wpadłem w półfinale. W drugim półfinale Mateusz Opyd grał z Przemkiem Jaśkowskim. W obu przypadkach walka była toczona na całego. Grający w tych zawodach Golo Li, czyli ja,  ograł „Karpia” 3:2, Mati Opyd z kolei uporał się z Jaśkowskim 3:1. W obu pojedynkach wszystko było na styku. M. Karpiński  długo nie  mógł uwierzyć w to co się stało po przegranej piłce meczowej. Musi jednak chłopaczyna zrozumieć, że rutyna ma spore znaczenie. W finale też była górą i pokonałem Opyda 3:0. W meczu o trzecie miejsce Karpiński ograł kolegę z klasy - Jaśkowskiego 3:1.
Oczywiście wygrana zawsze człowieka cieszy, ale ważniejsza wydaje mi się postawa i aktywność sportowa  wielu chłopców, za którą dziękuję, ale też zawsze będę prosił o więcej!

prof. Wiesław Golonka

  • tenis_01.jpg
  • tenis_02.jpg